Kiedy zaczynasz własną firmę, najczęściej myślisz o trzech rzeczach:
– Jak zdobyć klienta?
– Jak ogarnąć papiery?
– I jak nie zwariować w międzyczasie?
Logo, kolory, język komunikacji? „Jeszcze nie teraz.”
„Jeszcze nie mam budżetu.”
„Jeszcze się nie rozkręciłam/em.”
Tylko że problem z marką polega na tym, że ona już istnieje – tylko Ty jeszcze nad nią nie panujesz.
Marka to drzwi. Pytanie, czy są otwarte.
Wyobraź sobie, że wchodzisz do biura, gdzie ktoś sprzedaje dokładnie to, czego szukasz. Ale za biurkiem siedzi ktoś w szarej bluzie, na ścianie nie ma szyldu, a wizytówka wygląda jak wydruk z Worda. Masz ochotę rozmawiać?
Nie? No właśnie.
Nie chodzi o to, żeby logo było „ładne”.
Chodzi o to, żeby ktoś chciał Ci zaufać, zanim jeszcze powiesz „dzień dobry”.
Najgorszy moment na tworzenie marki? Gdy już masz problem.
Często trafiają do mnie osoby, które najpierw próbowały „pójść po taniości”.
Nie inwestowały w markę, bo „na razie znajomi polecą”.
Tylko że znajomi się kończą. A Google Ads bez logo to jak billboard bez adresu.
I nagle okazuje się, że wszystko wygląda tanio, niespójnie albo jak 100 innych firm.
A wtedy potrzebna jest nie marka, tylko reanimacja.
To kiedy jest TEN moment?
Bardzo prosto:
Zacznij budować markę, gdy zaczynasz sprzedawać poza gronem znajomych.
Czyli:
– gdy wchodzisz na social media,
– gdy szykujesz stronę internetową,
– gdy myślisz o reklamie,
– gdy chcesz, żeby klient wrócił nie dlatego, że „ktoś polecił”, tylko dlatego, że zapamiętał.
Marka to nie wydatek. To filtr.
Dobrze zaprojektowana marka działa jak filtr:
Przyciąga tych, z którymi chcesz pracować,
I odpycha tych, którzy tylko marnują Twój czas.
Jeśli jesteś stylistką paznokci, to Twoja marka przyciągnie dziewczyny z Insta, a nie Panią Krysię z kiosku.
Jeśli jesteś prawnikiem, to chcesz wyglądać jak Harvey Specter, a nie jak wujek Mietek po aplikacji.
Na koniec: Marka to nie sztuka. To narzędzie.
Nie musisz mieć od razu brandbooka, strategii i animowanego logo.
Ale musisz mieć podstawy:
– jednoznaczne logo,
– kolorystykę,
– styl komunikacji.
I to wszystko powinno mówić jedno: „Wiem, co robię. Wiem, dla kogo to robię.”
PS.
Chcesz wiedzieć, czy to już ten moment?
Zadaj sobie jedno pytanie:
„Czy ktoś, kto mnie nie zna, chciałby mi zapłacić 1000 zł tylko na podstawie tego, jak wyglądam w internecie?”
Jeśli masz wątpliwości – to właśnie odpowiedź.



